Zwycięski powrót Stali na Hetmańską! (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

PGE EKSTRALIGA. Mocny początek, przespany środek i piorunujący finisz rzeszowskich żużlowców.

Rzeszowscy żużlowcy po blisko 14 latach ponownie wystąpili w meczu ligowym przed własną publicznością z członem „Stal” w nazwie drużyny. To był zwycięski powrót do korzeni, chociaż w połowie zawodów był on już poważnie zagrożony. Szkoda tylko, że całe widowisko, podczas którego kibice przeżyli prawdziwą huśtawkę nastrojów, nieco popsuł rozsypujący się wraz z kolejnymi biegami tor.

Trener Janusz Ślączka w miejsce awizowanego wcześniej Petera Ljunga nie desygnował ostatecznie Hansa Andersena, ale jego rodaka, Kenni Larsena. To był strzał w „10”, bowiem Larsen, dla którego niedzielny start był absolutnym debiutem w PGE Ekstralidze (nie jechał w Zielonej Górze – przyp. red.), już w pierwszym biegu utarł nosa byłemu mistrzowi świata, Taiowi Woffindenowi.

Zabójczy duet Lamparta z Hancockiem
W inauguracyjnej serii startów spośród rzeszowian najgorzej wypadł Peter Kildemand, który do końca toczył w biegu 4. zacięty, na szczęście zwycięski bój z Adrianem Gałą. „Pająk” być może nie punktował tak solidnie, ale biegi z jego udziałem były gwarancją emocji. Tak było m.in. w 7. wyścigu, gdzie Duńczyk dopiero na ostatnim okrążeniu zdołał rozdzielić wrocławską parę Jędrzejak – Jensen. Ten bieg jednak pokazał, że ekipa Piotra Barona tanio skóry nie sprzeda i PGE Stal mimo wysokiego prowadzenia (21-9 po 5 biegach), głównie dzięki świetnie dysponowanej parze Lampart – Hancock (dwa razy wygrała po 5-1) wcale nie mogła być pewna końcowego zwycięstwa. Dowodem na to był dublet gości w kolejnym starcie, po którym przewaga PGE Stali stopniała do zaledwie 6 „oczek” (24-18). Wrocławianie zdecydowanie poprawili wyjście spod taśmy. Ten element zaczął z kolei szwankować wśród rzeszowian.

– Tor jest specyficzny. Jeden z zawodników, a konkretnie Maciek Janowski znalazł przełożenie i jedziemy coraz lepiej – mówił w połowie zawodów Tomasz Jędrzejak.

Baron: – Dzieje się corrida!
W szeregach rzeszowskiej drużyny zaczęło się robić nerwowo a trener Janusz Ślączka raz za razem wzywał swoich podopiecznych na naradę. Przewaga gospodarzy malała jednak w oczach. Po kolejnym biegu i zmianie taktycznej (Janowski za Milika), przyjezdni znowu nadrobili 4 „oczka” i zaczęło się robić naprawdę niewesoło. – Jest dużo nowej nawierzchni, za każdym razem na treningu tor się rozwalał, więc teraz jest podobnie. Na treningach nie jest jednak aż tak dużo jazdy, więc podczas meczu tych dziur jest więcej. Ustawienia z treningu się nie sprawdziły się na pierwszy bieg, bo tor był twardszy. Zmieniłem ustawienia na kolejny bieg, a tor wrócił do tego, jaki by był na treningu. Wracamy teraz do pierwotnych ustawień i to musi jechać! – mówił Mirosław Jabłoński, który po dwóch startach miał na swoim koncie zaledwie punkt. Miało pojechać i… pojechało, bowiem „Jabłko” zdobył w kolejnych dwóch biegach 3 punkty i bonus.

Do nietypowej sytuacji doszło z kolei w biegu 10: najpierw zdefektowała maszyna Grega Hancocka, a chwilę później na tor upadł Maciej Janowski. W momencie upadku wrocławianina, Amerykanin zjechał już jednak z toru i w powtórce bez wykluczonego „Magica” nie mógł wystąpić. – W Warszawie jeden popis z torem, w Rzeszowie drugi – mówił wściekły Janowski, któremu wtórował trener Piotr Baron: – Dzieje się corrida, jeszcze chwila i zawodników mi nie starczy. Komisarz chodzi i nic nie robi, sędzia próbuje podjąć jakieś decyzje. To jest przegięcie z tym torem, jeśli zawodnicy z Grand Prix tracą sterowność – grzmiał po upadku Janowskiego trener Sparty, w momencie, gdy na torze trwały intensywne prace, by doprowadzić go do stanu używalności. – To jest nowa nawierzchnia. Nie ma cudów, że wysypie się nową nawierzchnię i ona nie będzie się rozlatywać. Chcieliśmy zrobić bardzo dobry tor i taki był na początku zawodów. Nikomu przecież nie chcieliśmy wyrządzić krzywdy – ripostował Janusz Ślączka.

Przerwa pomogła gospodarzom
Powrót „Żurawi” na tor po dłuższej przerwie był piorunujący! Rzeszowie bowiem jeszcze przed biegami nominowanymi zapewnili sobie wygraną, która jeszcze w połowie zawodów zaczęła im się wymykać z rąk. – Tor wcale nie był taki zły. Jakiś strasznych dziur i kolei nie było. Mi się dobrze jechało. Cały czas staraliśmy się jechać jak najlepiej i mimo słabszego środka zawodów, końcówka należała już do nas. Dziękuję bardzo trenerowi, że wystawia mnie w domu pod „11”, a na wyjazdach pod „3” bo to jest duże ułatwienie i te pierwsze biegi idą fajniej, a później jak nabierze się wiary w siebie, to można wygrywać z każdym – podsumował mecz Dawid Lampart, bohater PGE Stali Rzeszów.

PGE STAL Rzeszów 52
BETARD SPARTA Wrocław 37
PGE STAL: 9. K. Larsen 10 (3,1,3,3,0), 10. M. Jab³oñski 4+1 (1,0,1,2*), 11. D. Lampart 13+2 (2*,2*,3,3,3), 12. G. Hancock 11+1 (3,3,d,2*,3), 13. P. Kildemand 7+1 (1*,2,1,3,0), 14. A. Czaja 2 (1,0,1), 15. K. Rempa³a 5 (3,2,0)
BETARD: 1. T. Woffinden 11+1 (2,1,3,2,1*,2), 2. V. Milik 0 (d,0,-,0,-), 3. T. Jędrzejak 9 (1,3,2,1,2), 4. M. J. Jensen 1 (0,1,0,0), 5. M. Janowski 9+ 3 (3,2*,2*,w,1,1*), 6. M. Drabik 5 (2,3,0), 7. A. Gała 2 (0,0,2)

Marcin Jeżowski

[print_gllr id=147456]

3 Responses to "Zwycięski powrót Stali na Hetmańską! (ZDJĘCIA)"

Leave a Reply

Your email address will not be published.