Życia mamie nie wrócę, chodzi mi o sprawiedliwość

– Życia mamie już nie wrócę. Nie chodzi mi o pieniądze, chodzi tylko o sprawiedliwość. Śmierć mamy zmieniła życie całej naszej rodziny – mówi Rafał Pawelec. Fot. Bogdan Myśliwiec

Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu oddalił pozew braci, którzy zażądali od stalowowolskiego szpitala 160 tysięcy złotych odszkodowania za śmiertelny w skutkach wypadek ich matki. Do tragicznego zdarzenia doszło na terenie lecznicy, gdy 74-letnia Zyta Pawelec przyszła odwiedzić swoją siostrę.

– Mama była elegancka. Lubiła się stroić. Ładnie ubierać, ładnie pachnieć. Musiała raz w tygodniu pójść do kościoła. Miała swój ogródek przy bloku, o który dbała. Mama kochała życie, była otwarta na świat. Cieszyła się, że wkrótce zostanie babcią. Lubiła ludzi, lubiła wśród nich przebywać – wspomina Rafał Pawelec, syn zmarłej 74-latki, który w środę, 23 września br. stawił się w Sądzie Okręgowym w związku z procesem o odszkodowanie za śmierć swojej mamy.

Środowy proces przypomniał mężczyźnie nie tylko mamę sprzed wypadku, ale i to, jak zmieniła się po tragicznym w skutkach zdarzeniu, do którego doszło w stalowowolskim szpitalu. Przypomnijmy, dramat kobiety rozpoczął 3 lutego 2016 roku, kiedy przyszła do lecznicy w odwiedziny do swojej siostry. Kobieta nie lubiła jeździć windą, więc wraz z towarzyszącym jej siostrzeńcem, skorzystała z klatki schodowej. W tej części szpitala nie paliło się wówczas światło, kobieta potknęła się na schodach i fatalnie upadła. Pani Zyta złamała rękę i nogę i jeszcze tego samego dnia, trafiła na blok operacyjny. Stalowowolanka była operowana około 5-6 godzin.

– Operacja wstawienia endoprotezy biodrowej udała się i z każdym tygodniem mama czuła, że noga się goi. Moim zdaniem, zupełnie nieudana była natomiast operacja ręki. Na początku wstawiono w nią druty i nie założono gipsu. Rana, z której druty wystawały zupełnie się nie goiła. Sączyła się z niej ropa, a ręka mamę cały czas bolała. Gips założono mamie dopiero za jakiś czas. Wykonano także drugą operację ręki. Stan mamy wcale się jednak nie poprawił. Bardzo cierpiała, ręka cały czas ją bolała. A ponieważ złamała rękę prawą, a była osobą praworęczną, stała się zupełnie niesamodzielna – opowiada pan Rafał. – Moim zdaniem ważne było to, że mama od około 20 lat chorowała na cukrzycę i miało to kolosalne znaczenie dla jej leczenia. Przy takiej chorobie zwykła rana ciężko się goi, a co dopiero, gdy do ręki włoży się druty.

Pani Zyta po wypadku była w bardzo złym stanie psychicznym. Straciła całą radość życia. Po powrocie do domu, opiekowali się nią synowie. 28 maja 2016 r. ze względu na gorączkę i wymioty krwią wezwano do niej karetkę. W szpitalu okazało się, że ma sepsę, trafiła na stalowowolski OIOM, gdzie potwierdzono posocznicę gronkowcową wywodzącą się z rany łokcia. Stan kobiety był coraz gorszy. 11 lipca 2016 r. pani Zyta została przewieziona do hospicjum w Ostrowcu Świętokrzyskim. Sześć dni później zmarła.

W 2018 roku przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu zakończył się proces cywilny dotyczący ustalenia, czy stalowowolski szpital przyczynił się do wypadku kobiety. Sąd uznał, że lecznica faktycznie nie zadbała o oświetlenie klatki schodowej i tym samym nie zapewniła pełnego bezpieczeństwa osobom z niej korzystających. Drugą połową odpowiedzialności za wypadek 74-latki, obarczył samą kobietę, która miała doprowadzić do wypadku przez swoją nieuwagę. Sędzia przyznał, że zarówno pani Zyta, jak i towarzyszący jej siostrzeniec mogli zapalić światło na klatce schodowej lub zejść innymi schodami, jeśli na tych kobieta nie czuła się bezpiecznie. W efekcie takich ustaleń, sąd zdecydował, że synom zmarłej należy się połowa kwoty, którą w tej sytuacji sąd może uznać za zasadną, czyli podzielone na nich dwóch kwoty 30 tysięcy złotych. Każdy z nich otrzymał także decyzją sądu po 1,5 tys. zł świadczenia rentowego za okres opieki nad chorą matką.

Środowa rozprawa dotyczyła odszkodowania, jakiego synowie zmarłej zażądali od stalowowolskiego szpitala. Chodziło o kwotę 160 tysięcy złotych, po 80 tys. zł dla każdego z nich. Sąd oddalił jednak pozew ze względu na to, że mężczyźni nie wpłacili w terminie zaliczki na pokrycie kosztów biegłych, których opinie miały stanowić kluczowe dowody w sprawie.

– Mieliśmy trudną sytuację. Mój brat stał się bezdomnym, odkąd musieliśmy sprzedać mieszkanie po rodzicach. Ja także mam trudną sytuację finansową, której nie ułatwia trwająca obecnie pandemia. Kwotę 3 tysięcy złotych jednak uzbierałem i wpłaciłem 21 września br. Moim zdaniem, sąd powinien uznać wpłatę, a nie oddalać pozew – mówił nie kryjąc rozczarowania Rafał Pawelec. A jego stanowiska potwierdzał adwokat rodziny. – Mnie nie chodzi o pieniądze, życia mamie także nie zwrócę. Chodzi mi jednak o sprawiedliwość i jeśli będzie taka możliwość, odwołam się od tej decyzji sądu – zapowiada pan Pawelec.

Małgorzata Rokoszewska

3 Responses to "Życia mamie nie wrócę, chodzi mi o sprawiedliwość"

Leave a Reply

Your email address will not be published.