Dzięki innowacyjnym metodom leczenia, coraz nowocześniejszym lekom, udaje się wydłużyć życie chorych, dla których jeszcze niedawno lekarze nie mieli nic do zaoferowania. Dlaczego jednak niektóre z nich są znacznie droższe od złota, platyny, czy nawet plutonu?
Gdy kilka lat temu na rynek wszedł lek stosowany w leczeniu szpiczaka mnogiego, najczęstszej choroby układu krwiotwórczego, cena specyfiku wywołała poruszenie. 6 tabletek tego medykamentu kosztowało od 7 do 8 tys. dolarów. Przeszło 1 tys. dolarów za jedną tabletkę! Za jeden gram wspomnianego leku trzeba było zapłacić 100 tys. dolarów, tymczasem jeden gram złota kosztował 36 dolarów, platyny – 40 dolarów, a plutonu – 4 tys. dolarów. Tymczasem teraz zarejestrowano lek, przeznaczony do leczenia dzieci poniżej 2 roku życia z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA) – rzadkiej choroby genetycznej, która powoduje upośledzenie mięśni szkieletowych, a w ciężkich przypadkach prowadzi do śmierci. Niestety jedna dawka leku kosztuje ponad 2 mln dolarów (analitycy szacują, że koncern, który go wyprodukował do 2022 roku zarobi na nim około 2 mld dolarów)! Dotychczas leczono je lekami w cenie kilkaset tysięcy dolarów rocznie (terapia musi trwać całe życie). Dlaczego nowy lek jest taki drogi? Ponieważ według producentów wystarczy podać choremu tylko jedną dawkę. Tu jednak rodzi się pytanie ile firmy farmaceutyczne mogą zarabiać na lekach? Może lepszych od tych, które były, ale… już nie raz okazywało się przecież, że lek okrzyknięty „odkryciem roku”, „cudownym lekiem”, „rewolucją w leczeniu” okazywał się być bardzo toksyczny i wkrótce po zastosowaniu u kilkudziesięciu tysięcy pacjentów był wycofywany. Bo co prawda leczył przypadłość przeciwko, której go wynaleziono, ale jednocześnie powodował nieodwracalne i bardzo szkodliwe skutki uboczne, które niweczyły jego właściwości lecznicze. Ale cóż, firma pieniądze już zebrała, wróciły się poniesione na badania kliniczne koszty, a jeszcze „co nieco” zostało i to liczone w milionach/miliardach dolarów. Temat cen nowych specyfików jest tym ważniejszy do poruszenia, że już teraz leczenie jest bardzo drogie. Podkarpacki NFZ płacił za leczenie w 2017 roku za jednego pacjenta nawet 2, 5 mln zł rocznie (leczenie mukopolisacharydozy typu II – zespół Huntera), a po ponad 1 mln zł za leczenie zespołu Pompego czy Gauchera. Najwyższy czas zastopować galopadę tych cen. I nie chodzi mi o podkopywanie prawa do osiągania zysku przez firmy farmaceutyczne, bo bez tego niczego nie zechcą wytworzyć. Trzeba jednak mieć wzgląd na potrzeby i możliwości pacjentów i budżetów państw które je refundują w mniejszym lub większym stopniu. A gigantyczne ilości zażywanych na całym świecie medykamentów, już dawno powinny wymusić obniżkę cen.
Redaktor Anna Moraniec


