
Dzwoni telefon. Wolontariuszka odbiera któryś raz z kolei. Następne zgłoszenie w sprawie znalezienia kociąt, a w fundacji jest ich już tak dużo, że nawet w domach tymczasowych nie ma miejsc dla tych nowo znalezionych. Instruuje znalazcę, aby zapytał o pomoc gminę. Ta jednak odmawia udzielenia pomocy. Wtedy do fundacji zostają wysłane zdjęcia zwierząt. Okazuje się, że są skulone z zimna i siedzą na metalowych prętach w trawie. Nagrzane od słońca, prawdopodobnie tylko one dawały kotom trochę ciepła…
– Sytuacja miała miejsce w miejscowości Stobierna, która wchodzi w skład gminy Trzebownisko. – Kiedy nasza wolontariuszka zobaczyła zdjęcia kociąt, natychmiast powiadomiła mnie o ich złym stanie – mówi Wioletta Szajnar, założycielka i pracownik zajmującej się kotami Fundacji Felineus. – Wyglądały na zaniedbane i chore. Miały posklejaną brudem sierść, świerzbowca w uszach i zaropiałe oczy. Przeczuwaliśmy, że cierpią też na choroby wewnętrzne – opowiada. – Podczas przekładania kociąt do pudełka jednemu z nich udało się uciec, dlatego w dzień interwencji do lecznicy trafiły tylko pozostałe dwa. Weterynarz określił stan kotów jako bardzo zły. Chore oko czarno-białego kocurka było już nie do uratowania. Kiedy jego ogólny stan zdrowia się poprawi, zostanie usunięte. Rodzicom znalazczyni na drugi dzień udało się złapać zaginioną kotkę, która natychmiast została przywieziona do rodzeństwa w lecznicy. Okazało się, że ma na brzuchu ogromną przepuklinę. Zaplanowaliśmy już operację, co wiąże się oczywiście z ogromnymi kosztami – opisuje Wioletta Szajnar.
Obowiązek, a rzeczywistość
Dlaczego gmina odmówiła kociętom pomocy? – Gmina Trzebownisko nie ma podpisanej umowy z żadnym schroniskiem – przekazuje Przemysław Tomaka, urzędnik gminny. – Aby zapobiec niekontrolowanemu rozmnażaniu zwierząt domowych współpracujemy z lecznicą i organizujemy akcje sterylizacyjne. W przypadkach takich, jak ten, zazwyczaj odsyłamy kocięta do wspomnianej wcześniej lecznicy weterynaryjnej. Po wyleczeniu staramy się szukać zwierzętom nowego domu. Niestety, pani nie powiadomiła o stanie zdrowotnym kotów. Wtedy jesteśmy bezradni. Zawsze zakładamy też, że mogą to być koty wolno żyjące – wyjaśnia.
Wg ustawy o ochronie zwierząt, to gminy i miasta mają obowiązekna swoim terenie zapewnić opiekę potrzebującym zwierzętom . – Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – przekazuje Wioletta Szajnar. – Fundacja Felineus wydała już 50 tys zł. na sterylizację kotów spod rzeszowskich miejscowości. Najgorsza sytuacja jest w gminie Krasne. Brak podpisanych umów gmin z lecznicami i schroniskami doprowadza do tego, że znalazcy kociąt od razu kierują się do przepełnionej fundacji. Urzędnicy nie instruują odpowiednio osób, które znajdują kocięta. Rozmowa urzędnika z panią, która poinformowała o kociętach siedzących na prętach trwała zaledwie 2 minuty. Nie została skierowana do lecznicy, chociaż znajdowała się blisko działki, na której przebywały koty. Uważam, że urzędnicy powinni mieć przygotowane dokładne wytyczne, które przekazują znalazcom zwierząt. Mam wrażenie, że obecnie odpowiedzialność za ich życie jest zrzucana na rzeszowską fundację. Niestety, brak pieniędzy i przepełnione domy tymczasowe zmuszają mnie do selekcjonowania znalezionych kociąt na te, które sobie poradzą i te, którymi na pewno trzeba się zaopiekować
– mówi z żalem.
Ten sam problem
Rzeszowskie schronisko „Kundelek” również zmaga się z problemem przepełnionych boksów. – Przyjęliśmy trzykrotnie więcej kotów, niż w tamtym roku – mówi Katarzyna Pokrzywa, pracowniczka schroniska.
– Koty są często po wypadkach i chore. Zmagamy się z rozprzestrzenianiem się kociego kataru, który może być śmiertelny dla kociąt. Przy tak dużej liczbie kotów przebywających na małej przestrzeni wirusy łatwo się przenoszą – informuje. Czy jedną z przyczyn przepełnienia schronisk może być pandemia COVID-19? – Ludzie bali się zakazić, dlatego nie chodzili z kotami do weterynarzy na sterylizacje – mówi założycielka Fundacji Felineus. – Zwierzęta się rozmnażały, a nieodpowiedzialni właściciele porzucali kocięta. Teraz musimy mierzyć się z konsekwencjami – podsumowuje.
Monika Możdżeń



4 Responses to "Życie kociąt a urzędnicze procedury"