Życie wokoło aż się skrzy

W „Przeglądzie” ukazał się wywiad z Olgą Lipińską, wspaniałą reżyserką, scenarzystką telewizyjną i satyryczką, twórczynią słynnych kabaretów.
Rozmowę przeprowadził Robert Walenciak, który zapytał na wstępie, chyba retorycznie, czy w dzisiejszych czasach byłoby z czego zrobić kabaret.
„Byłoby, proszę pana, każdy czas potrzebuje kabaretu satyrycznego, bo to jest lustro, w którym muszą się przeglądać i władza, i naród” – usłyszał w odpowiedzi.
Oczywiście nie będę przytaczał obszernych fragmentów wywiadu, bo każdy sam może sobie przeczytać, ale są tam takie wątki, które pasują jak ulał do dzisiejszej rzeczywistości. Lipińska wspomina np. swoją rozmowę z PRL-owskim cenzorem. Napisała wtedy ironiczną piosenkę: „Życie wokoło aż się skrzy, wesoło płyną cudne dni”, czym doprowadziła cenzora do szewskiej pasji.
„Ja tego nie puszczę – wrzeszczał. – Jaja sobie z tego kraju robicie? Jakie cudne dni pani tu widzi?!”, krzyczał. „Ja nie jestem idiotą, wiem, jak jest!”
Ciekawe, co dzisiaj powiedziałby pracownik takiej cenzury, jakiej na szczęście oficjalnie nie ma, gdyby przeczytał choćby fragment przemówienia prezesa NBP Adama Glapińskiego, oceniającego obecną sytuację ekonomiczną w kraju: „To cud polskiej gospodarki. Takich sukcesów nie mieliśmy od czasów rozbiorów”. Albo gdyby usłyszał o innych niebywałych sukcesach, o których pieje premier Morawiecki i cały pisowski sztab. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że on znów krzyknąłby, mocno rozsierdzony: „Ja tego nie puszczę. Jaja sobie z tego kraju robicie? Ja nie jestem idiotą i wiem, jak jest!”
Całe szczęście, że żyjemy w wolnym kraju, o czym świadczy choćby tempo szczepień, czy inne poczynania (a właściwie ich brak) w walce z COVIDEM-19, łącznie z odrzuconym przez Sejm projektem ustawy lex Kaczyński. I to także głosami posłów PiS.
Mamy wolne państwo i każdy może też mówić co zechce. Nawet do mikrofonu, pod warunkiem, iż nie wie, że jest on włączony, o czym świadczy incydent, jaki nastąpił zaraz po zakończeniu tego głosowania. Nastąpiła wtedy zmiana marszałków i Elżbieta Witek (PiS) przekazała obowiązki prowadzenia dalszych obrad wicemarszałkowi Piotrowi Zgorzelskiemu (PSL). Oboje nie zauważyli, że przy marszałkowskim stole nie wyłączono mikrofonu. I wtedy Zgorzelski powiedział do Witek: „Rozpoczynamy program pod nazwą dzień świra”. A pani marszałek – o dziwo! – przytaknęła, mówiąc: „Tak jest”.
– Mam grać? – pytał w Kabarecie Olgi Lipińskiej „pan Czesio” (Czesław Majewski).
Oczywiście, że tak! Byłoby cudownie, gdyby taki prawdziwy kabaret satyryczny znów zaczął grać. Tym bardziej, że dni świra to mamy teraz w kalendarzu w bród.

Jan Miszczak

9 Responses to "Życie wokoło aż się skrzy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.