
ENEA EKSTRALIGA. Jarosław Hampel, najskuteczniejszy zawodnik Enea Ekstraligi o czwartkowym pojedynku z PGE Marmą, wolnym minionym weekendzie, decydującej części sezonu, walce o medal IMŚ i magii Falubazu.
Przed tym sezonem Jarosław Hampel przeniósł się z Leszna do Zielonej Góry. O tym, że był to słuszny wybór świadczy m.in. fakt, że jest on obecnie najskuteczniejszym zawodnikiem Enea Ekstraligi. – Bardzo dobrze czuję się w Zielonej Górze, gdzie na własnej skórze mogę poczuć magię Falubazu – mówi JAROSŁAW HAMPEL, który już w czwartek wraz ze swoją drużyną zawita na tor przy ul. Hetmańskiej w Rzeszowie.
– Wszystko wskazuje na to, że w Rzeszowie Falubaz zamelduje się w swoim najsilniejszym składzie…
– Po kontuzji wraca już Andreas Jonsson, więc wreszcie będziemy mogli pojechać w pełnym zestawieniu i zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądać. Wiemy doskonale, że rzeszowianie potrzebują punktów i zrobią wszystko, by z nami wygrać i już w czwartek zapewnić sobie ligowy byt. Zapowiada się zatem bardzo ciekawe spotkanie.
– Od jakiegoś czasu mówi się, że Falubazowi specjalnie nie będzie zależało na zwycięstwie z PGE Marmą, bowiem i tak chcąc zając 1. miejsce po fazie zasadniczej, musicie w niedzielę pokonać przed własną publicznością Włókniarza Częstochowa…
– Do czwartkowego meczu z PGE Marmą podchodzimy tak, jak do każdego innego spotkania, czyli z zamiarem odniesienia zwycięstwa i z takim właśnie celem przyjedziemy do Rzeszowa.
– Traktuje pan jakoś specjalnie mecz w Rzeszowie, gdzie jest pan bardzo lubiany przez miejscowych kibiców? Wiadomo też, że już przynajmniej dwukrotnie jedną nogą był pan w ekipie „Żurawi”…
– To bardzo miłe, że tak kibice przyjmują mnie w Rzeszowie i zawsze z miłą chęcią przyjeżdżam tu na mecz.
– PGE Marma po 16 kolejkach zajmuje dopiero 7. miejsce w Enea Ekstralidze i broni się przed spadkiem. To dla pana zaskoczenie?
– Biorąc pod uwagę skład, jakim dysponuje Rzeszów, to jego wynik na pewno jest dużym rozczarowaniem. Wydawało się, że rzeszowskich zawodników stać na to, aby pojechać dużo lepiej i zajmować wyższe miejsce w tabeli. Jest jednak tak, a nie inaczej, a ja osobiście życzę Rzeszowowi utrzymania się w Enea Ekstralidze!
– Pana drużyna ma na ten sezon zupełnie inny cel, jakim jest walka o mistrzostwo Polski. Wydaje się, że Falubaz rozkręca się z meczu na mecz, by z najwyższą formą trafić na decydującą część sezonu…
– Mamy nadzieję, że tak właśnie będzie. W fazie zasadniczej wiodło nam się różnie, raz lepiej, raz gorzej. Przed nami jeszcze dwa mecze, a później zapominamy o fazie zasadniczej i zaczynamy walkę o medale praktycznie od zera.
– Czy dla Falubazu ma znaczenie, z kim pojedzie on w pierwszej rundzie play-off?
– Z mojej, czyli perspektywy zawodnika, wygląda to tak, że musimy być przygotowani do walki z każdym rywalem, na każdym torze i w każdych warunkach. Ja osobiście nie zastanawiam się i nie kalkuję, z kim pojedziemy w półfinale. Musimy być nastawieni na podjęcie walki i to jest w tej chwili najistotniejsze.
– Przed tym sezonem zdecydował się pan na przeprowadzkę do Zielonej Góry. To była dobra decyzja?
– W Zielonej Górze czuję się bardzo dobrze. Daje się odczuć tę magię Falubazu, o której jest głośno w całej Polsce. Wszystko, co dobre, kojarzy się z Falubazem i taka jest prawda. Ja tego doświadczyłem na własnej skórze w tym roku i bardzo się cieszę z tych zmian, bowiem wszystko wygląda bardzo fajnie i oby jeszcze tylko wynik na koniec sezonu był dla nas dobry, to wówczas będzie wspaniale.
– Przyzna pan, że takiego sezonu, jak ten nie było w polskim żużlu już dawno…
– Na pewno jest to jeden z ciekawszych sezonów w ostatnich latach, tak więc kibice nie mają prawa narzekać na brak emocji. Jest wiele niespodzianek, nie ma przewidywalnych meczów, gdzie już przed spotkaniem wiadomo, kto wygra.
– Miniony weekend był dla pana i wielu żużlowców wyjątkowy, bo… wolny…
– To było dosłownie kilka dni, ale na pewno bardzo się one przydały. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem wolny weekend. Chyba od początku sezonu nie było tak, abym nie startował w czasie weekendu. To dobry czas, aby złapać kilka głębszych oddechów, nieco się wyciszyć i wrócić do ścigania na najwyższym poziomie. A ten tydzień zapowiada się bardzo ciężko. W czwartek mecz w Rzeszowie, później Grand Prix, a zaraz po niej mecz z Częstochową w Zielonej Górze.
– Wracając do Grand Prix, to zdobycie w tym sezonie medalu przez Jarosława Hampela nabiera coraz realniejszych kształtów…
– Będę o niego walczył. Tyle mogę obiecać.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


