
W ostatnich dniach wiele się mówiło i pisało o kolejnej rocznicy wyzwolenia nazistowskiego niemieckiego obozu Auschwitz, a na Podkarpaciu odbyły się obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Dawało się słyszeć również głosy o polskim – i nie tylko – antysemityzmie…
Pierwszym, który użył nazwy „antysemityzm”, był dziennikarz z Niemiec – Wilhelm Marr, w roku 1879. Po dziś dzień nie wszystkim to się podoba. Profesor Ryszard Dyoniziak w książce „Sondaże a manipulowanie społeczeństwem” pisał: „Każdy specjalista wie, że semitami są zarówno Żydzi, jak i Arabowie (w każdej solidnej encyklopedii można znaleźć odpowiednie informacje). Antysemityzm musi więc oznaczać wrogość i do Żydów, i do Arabów. (…) Żydzi i Arabowie są Semitami, tak jak Polacy i Rosjanie są Słowianami (chociaż różnią się dominującą religią, alfabetem, tradycjami i doświadczeniami historycznymi)”.
Ilu jest antysemitów, decydują badacze?
Zostawiając dywagacje pojęciowe ekspertom, weźmy pod lupę badania nad zjawiskiem niechęci do przedstawicieli „narodu wybranego”. Jak już jesteśmy przy Dyoniziaku, w swojej książce cytuje on raport z połowy lat 90., który dotyczył stanu umysłu Polaków wynikającego z odpowiedzi na sondażowe pytanie: „Czy czuje się Pan(Pani) osobiście skrzywdzony(a) przez…?”, i wymieniono 15 potencjalnych „krzywdzicieli’”.
Jak Państwo myślicie, wygrali w cuglach Żydzi? Ależ skąd. Miejsca zajęli w kolejności; obecny rząd, ludzie bogacący się, prezydent, nowy ład po 1989 r., stary ład sprzed 1989 r., urzędy, „Solidarność”, przełożeni w pracy, Rosjanie, Niemcy, Kościół katolicki, żona/mąż, policja, prokuratura, Żydzi, rodzice. Żydzi dostali tylko 6 proc. głosów, zajmując przedostatnie miejsce! Całe szczęście, że autor badań wstawił rodzicieli, bo Żydzi przegraliby z kretesem i zostali czerwoną rankingową latarnią.
Ekspertem od lat zajmującym się omawianą problematyką jest prof. Antoni Sułek z Uniwersytetu Warszawskiego: „Niebagatelną rolę odgrywa tu forma i język pytania – jeśli zapytamy: >Czy Żydzi mają zbyt duży wpływ na sprawy naszego kraju<, to otrzymamy zgoła odmienne odpowiedzi niż na pytanie o to, „Jakie grupy i jacy ludzie mają za duży wpływ na sprawy naszego kraju”. Pierwsze z pytań uruchamia antysemicki stereotyp, drugie (pokazywały to badania OBOP z 2002 r.) już nie”.
Earl Babbie w „Podstawach badań społecznych” również pokazuje, jak wiele zależy od postawienia umiejętnie pytania: „W 1993 r. ogólnokrajowy sondaż zamówiony przez Komitet Żydów Amerykańskich przyniósł szokujące wyniki: co piąty Amerykanin jest zdania, że nazistowski holocaust, w którym podobno zginęło 6 milionów Żydów, nigdy nie miał miejsca; dalej – co trzeci Amerykanin ma pewne wątpliwości, czy to się wydarzyło. Po tych szokujących wieściach badacze ponownie przestudiowali faktyczne brzmienie zadanego pytania: „czy wydaje się Panu(i) możliwe czy niemożliwe, że nazistowska eksterminacja Żydów nigdy nie miała miejsca”. Złożone pytanie z podwójnym przeczeniem mogło wprowadzić w błąd niektórych respondentów.
Jak pytać o antysemityzm?
Potknięć nie uniknęło nawet szacowne Centrum Badań nad Holokaustem działające przy Uniwersytecie Jagiellońskim. Opracowano tam ankietę mająca zbadać antysemityzm wśród młodzieży. Nie wszystkim się to spodobało. W dzienniku „Polska The Times” wzięto na spytki znawcę profesora Wiesława Łagodzińskiego, któremu to badanie, delikatnie mówiąc, nie przypadało do gustu. Przede wszystkim zadawane pytania i pojawiające się stwierdzenia, na które zareagował uczony:
– „Na współczesnych Żydach ciąży odpowiedzialność za ukrzyżowanie Chrystusa”. Źle. „Tak nie wolno pytać, bo to legitymizuje stereotyp”.
– „Czasem słyszy się, że lepiej byłoby, gdyby Żydzi wyjechali z Polski. Co o tym sądzisz?”. Źle. „Dziwne pytanie dziś, kiedy istnieje swoboda podróżowania, szansa na osiedlanie i życie w różnych częściach Europy”.
– „Można niekiedy zaobserwować antyżydowskie nastawienia pewnych ludzi. Jak sądzisz, jakie są tego przyczyny?”. Źle. Co oznacza „antyżydowskie nastawienia”? Autor ankiety stawia z góry tezę, że badany zetknął się z antysemityzmem. Skąd wie, jak daleko on sięga? „Pewni ludzie” – ale jacy?
– „Pytanie o osobiste kontakty z Żydami o to, jak ankietowany je wspomina”. Źle. „Ciekawe jednak, skąd taki młody człowiek miał wiedzieć, że spotkał Żyda. Po czym go poznał?”.
Trwają wśród badaczy nieustające spory. Jeśli w „Gazecie Wyborczej” pojawia się analiza badań socjologicznych mówiąca, że „w ostatnich latach nasze uczucia wobec Żydów stopniowo się ocieplają. Sympatia do nich zaczyna przeważać nad niechęcią”, to prędko usłyszymy głosy sprzeciwu, iż: „w przestrzeni publicznej Żydzi wciąż są postrzegani jako obcy w stosunku do ciała narodowego”. Obecnie na topie są światowe badania, przytoczone w Polsce przez „Politykę”: „Sprawdź, czy jesteś antysemitą. Odpowiedz na 11 pytań, które zadano w 101 krajach”. Liczba metodologicznych zarzutów jest jednak tak duża, że trzeba by było poświęcić temu zagadnieniu osobny artykuł.
Przypięcie „łatki” antysemityzmu
Na początek cytat: „Żyd z Frankfurtu pogardza Żydem z Berlina, Żyd z Berlina pogardza Żydem z Wiednia, Żyd z Wiednia Żydem z Warszawy. Wszyscy patrzyli jednak z góry na Żydów z Galicji – „najpodlejszych ze wszystkich”.
I zagadka. Powyższy cytat został przytoczony przez:
a) Jerzego Roberta Nowaka na antenie „Radia Maryja”
b) Kazimierza Świtonia w czasopiśmie „Myśl Polska”
c) Normana Daviesa w książce „Europa”
Poprawna odpowiedź – c. I miejmy nadzieję nikomu nie przyjdzie do głowy oskarżać wybitnego profesora o niechęć do Żydów w jakimkolwiek mieście czy regionie.
To ze światowych i ogólnopolskich mediów słyszymy kto jest antysemitą. W ostatnim czasie zostali nimi okrzyknięci Europejczycy, którzy uznali że „Izrael jest największym zagrożeniem dla pokoju”. Na początku wieku pod auspicjami Komisji Europejskiej wykonano badania, w których takie przekonanie wyraziło 59 proc. respondentów. Izrael wyprzedził tak „lubiane” kraje jak Irak, Iran, Afganistan i Korea Północna. Głosy oburzenia nad tym antysemityzmem, wyraziły władze w Jerozolimie, Centrum Szymona Wiesenthala, a w imieniu Unii Europejskiej Romano Prodi.
Dostało się również Amerykanom. Podczas ostatniego kryzysu Żyd Bernard Madoff sprzeniewierzył 50 mld dolarów. Internauci na wielu stronach dali upust swej złości, wypominając pochodzenie „finansisty”. Liga Przeciw Zniesławieniu wydała stosowne oświadczenie: „komentarze internautów są głęboko obraźliwe poprzez zastosowanie stereotypowych stwierdzeń na temat Żydów – poczynając do sugestii, iż tylko Żyd byłby zdolny do oszustwa na tak wielką skalę, aż po teorie spiskowe głoszące, że Żydzi kradną pieniądze dla wzmocnienia Izraela”.
Jest też plejada profesorów (wśród nich również Żydów) którzy się narazili:
– Peter Schäfer – dyrektor Programu Badań Judaistycznych Uniwersytetu w Princeton, napisał książkę „Jezus w Talmudzie”, w której przytoczył informację, że Jezus jest bękartem, synem dziwki i jej kochanka, którego ukamienowano i powieszono na drzewie, a obecnie siedzi w piekle i gotuje się w ekskrementach. Autor wspomina: „część komentatorów uznała, że jestem antysemitą, który nienawidzi i atakuje Żydów”.
– Szlomo Sanda, historyk z Uniwersytetu Telawiwskiego, napisał książkę: „Wymyślenie żydowskiego narodu”, w której udowodnił, że naród żydowski został… wymyślony. Federacja Syjonistyczna Wielkiej Brytanii i Irlandii zaniepokoiła się taką publikacją, bo „może się przyczynić do wzrostu incydentów na tle antysemickim”.
– Politolog Norman Finkelstein z DePaul University w Chicago, jest autorem „Przedsiębiorstwa Holokaust”, w której oskarża środowiska żydowskie o hucpę, oszustwa, wyłudzenia i nieuprawnione zbijanie kapitału na Holokauście. Zakaz wjazdu dla niego do państwa Izrael o czymś świadczy.
– Stephen Walt z Harvardu i John Mearsheimer z University of Chicago, opublikowali „The Israel Lobby” i pojechali równo po polityce amerykańskiej w stosunku do Izraela. Głównie o hojnie udzielanej pomocy, rzędu wielkości – jakieś trzy miliardy dolarów rocznie, co w sumie dało przez lata niebagatelne sumkę – grubo ponad sto miliardów zielonych.
– Prof. Richard Lucas, były wykładowca na Uniwersytecie Technologicznym Tennesee i Uniwersytecie Południowej Florydy w Tampie popełnił książkę „Zapomniany Holokaust”. Dokonał analizy stosunków Polaków z Żydami i bardzo krytycznie odniósł się do twierdzenia, że Polacy byli wściekłymi antysemitami. Od wydania tej książki przestał być mile widziany w ośrodkach akademickich. Naukowcy, jeśli się z nim zgadzali, obawiali się zaprosić na gościnne wykłady.
Jak wiemy, antysemityzm jest chorobą, którą należy leczyć. Zachodzi pytanie czy nie mamy do czynienia z polityczno-historyczną hipochondrią? A może lepiej chuchać na zimne, przeciwdziałać i zapobiegać?
*Autor jest socjologiem, adiunktem na Wydziale Zarządzania Politechniki Rzeszowskiej.
Krzysztof Prendecki



One Response to "Żydzi i antysemityzm stadionowy cz.I"