
Nie mają ani na opłaty, ani na leki, ani na jedzenie, ani na nic innego. Pani Krysia w zeszłym roku chciała popełnić samobójstwo. Uratował ją syn Kamil. Jego tata cierpi na nowotwory i przyjmuje bardzo mocne leki przeciwbólowe. Młody mężczyzna opiekuje się dwojgiem schorowanych rodziców w warunkach, których nie sposób opisać słowami, ale przyznaje też ze łzami w oczach, że za żadne skarby nie oddałby mamy i taty pod czyjąś opiekę.
Sytuacja Kamila Matusiaka i jego rodziców jest dramatyczna, w niewielkim domu oprócz miłości, brakuje po prostu wszystkiego. Do trzyosobowej rodziny z Cyganów koło Nowej Dęby dotarł Zbigniew Stonoga i nagłośnił problemy, z którymi się zmagają.
– Jest u nas bardzo ciężka sytuacja – przyznaje Kamil Matusiak. – Tata jest po dwóch zawałach, które przeszedł w 2017 r. Później wykryto mu złośliwy nowotwór pęcherza moczowego. Teraz wykryto mu złośliwy nowotwór żołądka, leczy się na nerki, ma problem z chodzeniem, z pamięcią, z poruszaniem się. Nie nadaje się do samodzielnej egzystencji. W tej chwili tata jest w szpitalu w Nowej Dębie, ponieważ brakuje mu ciągle krwi.
Kamil mnie uratował
– Jestem po zawale. Miałam dwa zabiegi, leczę się także na oczy, na nerki, mam cukrzycę typu II. Tamtego roku chciałam popełnić samobójstwo. Przerastało mnie to wszystko. Nie mieliśmy ani na opłaty, ani na leki, ani na chleb, ani na nic innego. Kamil mnie uratował…– nie kryje pani Krystyna. – Psychika mi siadła.
Kamil przyznaje, że trzyosobowa rodzina żyje za grosze. Mają bardzo ciężkie warunki. Najgorzej jest zimą. – Nie mamy łazienki, nie mamy bieżącego ogrzewania. Nie mamy ciepłej wody, są cienkie ściany. Kąpiemy się w wanienkach, tatę muszę umyć, ogolić, i wyprowadzić do wc. A do wychodka jest 60 metrów. Jak nie dojdzie, to robi we wiaderko. Ja muszę to umyć. Nie brzydzę się, bo to jest mój ojciec.
Mieszkaniec Cyganów mówi, że pracownica socjalna radziła mu aby oddał tatę pod opiekę. On jednak nie chce tego zrobić i zapewnia, że póki ma zdrowie, będzie się schorowanym ojcem opiekować: – Nie oddam go, bo mi kazali… Nie oddam za żadne skarby – mówi z mocą Kamil – żebym nie wiem jak miał się nim zajmować.
Dom, w którym mieszkają Matysiakowie jest w tragicznym stanie. W pokoju ojca pana Kamila, sufit opadł i opiera się na meblach. Nie ma tam też żadnego ogrzewania. Są za to stare meble, stare łóżko, stary telewizor i pełno leków.
Młody mężczyzna przyznaje, że opieka nad rodzicami czasami go przerasta i nie daje sobie rady z ciężarem obowiązków, który na siebie wziął. – Nieraz noc w noc musiałem wstawać podawać tacie leki. Sam by ich nie wziął. Czasem nie dawałem sobie rady ze swoim zdrowiem. Były takie czasy, że miałem omdlenia. Kocham mamę i tatę nad życie i nie wyobrażam sobie, aby mi któregoś z nich teraz zabrakło – mówi Kamil. – Od 2017 roku zarywałem szkolę, nie chodziłem do kolegów.
– Nie mam przyjaciół, znajomych. Nie wychodzę na żadne ogniska, imprezy. Ja ciągle jestem w domu i czasem jest mi ciężko tak to wszystko przyjmować na klatę. Brakuje pieniędzy, a tu są choroby, wyjazdy. I na wszystko brakuje, na jedzenie, na leki, na odzież, na bieżące wydatki, opłaty. Nie mam nic – mówi dwudziestoparoletni chłopak. – Moim marzeniem jest zrobić prawo jazdy, niestety, mam wadę wzroku, która to uniemożliwia. Potrzebna jest operacja, która ją skoryguje.
Trzyosobowa rodzina żyje z dwóch zasiłków, które otrzymują rodzice Kamila. Mama ma 220 zł, ojciec 340 zł. Kamil pobiera także na ojca specjalny zasiłek opiekuńczy w wysokości 600 zł. Łącznie 1160 zł. – Tyle mamy dochodu. Z tego żyjemy – przyznaje Kamil.
Rodzinie Matysiaków potrzebne jest w zasadzie wszystko, sprzęty domowe są już wysłużone, podobnie z meblami, odzieżą. W pierwszej kolejności potrzebne są: wyposażenie łazienki wraz z armaturą i rzeczami do jej wykonania, lodówka, trzy łóżka, sprzęt TV i agd, garnki, talerze, używane meble, w tym meble kuchenne, żywność, leki, pieniądze, odzież męska na wzrost 178 i 183, buty rozm. 43 i 45. Gdyby ktoś chciał wysłać paczkę dla rodziny można to zrobić na adres Kamil Matusiak, 39-442 Cygany 87. Finansowo można wesprzeć Kamila wpłacając pieniądze na konto: Kamil Matusiak, Bank Spółdzielczy w Tarnobrzegu: 39 9434 0002 3001 1046 8504 0001.
Pierwsza pomoc już płynie
W pomoc rodzinie z Cyganów zaangażowały się już władze Miasta i Gminy Nowa Dęba. Miejscowy urząd uruchomił już procedurę pomocy leczenia wzroku Kamila i była to decyzja podjęta tydzień przed emisją materiału Zbigniewa Stonogi w Internecie. Burmistrz Wiesław Ordon zapowiedział ponadto, że jeśli stan wzroku Kamila na to pozwoli, to urząd zrefunduje mu kurs prawa jazdy, a ponadto po remoncie domu umożliwiającym samodzielne poruszanie się ojca do łazienki, zaoferuje chłopakowi pracę. Zbigniew Stonoga pomaga także w zorganizowaniu ekipy budowlanej, która podjęłaby się remontu domu.
Małgorzata Rokoszewska



4 Responses to "Żyją za grosze"