
CHMIELÓW. Szczere wyznanie posła Stanisława Piotrowicza, który podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego zdobył rekordową liczbę głosów wśród osadzonych w jednym z aresztów śledczych.
Po ujawnieniu przez Super Nowości sprawy głosowania w chmielowskim Oddziale Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Nisku przez osadzonych do Parlamentu Europejskiego, kandydat rekordzista nie kryje zdziwienia popularnością swojej osoby wśród osadzonych i przyznaje, że jedyna odpowiedź na pytanie skąd takie poparcie dla byłego prokuratora wśród więźniów, to jego udział w programie telewizyjnym „Państwo w państwie”.
Obecny poseł, a były prokurator Stanisław Piotrowicz, który mimo tego, że nie prowadził kampanii wyborczej na północy Podkarpacia zdobył 69 spośród 130 oddanych głosów w chmielowskim Oddziale Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Nisku nie kryje zaskoczenia wynikiem, jaki udało mu się zrobić, bez jak twierdzi, żadnego zaangażowania z jego strony.
PiS nigdy nie robiło wyniku w więzieniach
– Jestem zaskoczony. Prawo i Sprawiedliwość, z którego listy kandydowałem do Parlamentu Europejskiego, nigdy nie cieszyło się poparciem osadzonych. W moim przypadku dochodzi jeszcze ten aspekt, że jestem byłym prokuratorem – mówi Super Nowościom Stanisław Piotrowicz. – Jeśli miałbym jakoś tłumaczyć takie poparcie osadzonych z Chmielowa, to jedynym wytłumaczeniem, jakie przychodzi mi do głowy jest fakt, że od pewnego czasu jestem zapraszany w charakterze eksperta do programu telewizyjnego “Państwo w państwie”, gdzie są obnażane błędy różnych instytucji, w tym sądów i prokuratur. Być może program ten jest popularny wśród osadzonych, bo nieraz przedstawiane są w nim historie osób, które zostały błędnie oskarżone lub niesłusznie skazane.
Byłem „czwórką”
Poseł Stanisław Piotrowicz mówi, że jako osoba związana z Krosnem, do jego biura poselskiego najczęściej pukają z różnymi sprawami mieszkańcy tego regionu Podkarpacia. Po tym, gdy stał się telewizyjnym ekspertem, kontaktują się z nim osoby także z innych części kraju.
– Ja w tej kampanii startowałem z czwartego, czyli tzw. niebiorącego miejsca. Podszedłem więc do tej kampanii z pewnym dystansem i nie zależało mi na tym, aby ponieść jakieś wielkie koszty – przyznaje Stanisław Piotrowicz. – Podszedłem do tych wyborów z realną oceną moich szans.
Poseł przyznaje także, że do jego biura poselskiego zgłaszały się w czasie kampanii wyborczej różne osoby, które oferowały rozniesienie ulotek i powieszenie plakatów. Czy była wśród nich osoba, która rozdała ulotki z chmielowskim areszcie, tego poseł nie wie.
Prokuratura wyjaśni
– To była moja czwarta kampania i proszę mi wierzyć, że wiem, jak trudno roznosi się ulotki i jak wygląda rozklejanie plakatów. Jeśli do mojego biura przychodziły osoby, które oferowały się, że rozniosą jakąś ilość ulotek, to byłem świadomy tego, że część z nich na pewno trafiła do kosza. Tak to już jest. Jak moje ulotki trafiły do osadzonych nie wiem i nie interesuję się tym. Nie mam nic z wspólnego także z paczkami, jakie trafiły podobno do osadzonych. Z tego, co wiem, sprawą zajmuje się prokuratura i to jest właściwy organ dla tego typu spraw.
Małgorzata Rokoszewska



3 Responses to "Zza krat oddali głosy na byłego prokuratora"